Jacek Pałkiewicz

Reporter, eksplorator, twórca survivalu w Europie. Pokonał Atlantyk w roli dobrowolnego rozbitka, zna doskonale Amazonię, Syberię i największe pustynie świata. Uczył kosmonautów i jednostki specjalne strategii przetrwania w skrajnie niegościnnych środowiskach. Szkoli kadry menedżerskie w przekraczaniu barier osobowości w warunkach krańcowego obciążenia. Jego barwne życie przedstawia biografia „Pałkiewicz, droga odkrywcy”.

http://www.polskatimes.pl/artykul/9130949,jacek-palkiewicz-entuzjastycznie-przyjety-przez-wloska-publicznosc-spotkanie-autorskie-w-rzymie,id,t.html
„Oblicza strachu”

Piaski Sahary, minus 60 stopni w Jakucji, zaduch brazylijskiej dżungli, noc w hamaku pośród jadowitych węży, ucieczka przed islamskimi terrorystami, poszukiwanie z maczetą w dłoni legendarnego El Dorado…
Jacek Pałkiewicz, najbardziej znany polski podróżnik i odkrywca prawdziwych źródeł Amazonki, zaprasza do swojego życia pełnego przygód.
Tak, boi się śmierci. Ale przede wszystkim po prostu nie boi się życia. Co go skłania do działania, do podejmowania ryzyka? To wieczna pogoń za przygodą, sięganie po coraz to nowe wyzwania, potrzeba mocnych wrażeń. Podróżuje, by lepiej poznać życie, ludzi, samego siebie. Czuje głód nowych doznań, potrzebę podziwiania i dziwienia się. Jeśli człowiek nie umie zachwycać się już niczym, jeśli jego serce pozostaje zimne – przestaje żyć naprawdę.

A
Kolczaste pnącza drapią, co może się przerodzić w trudno gojącą się ranę. Otacza mnie tonący w półmroku las równikowy pełen bezładnej masy zieleni, pełzających węży i rojów żarłocznych insektów żądlących nawet przez ubranie. Nieznośnie parne i gęste jak w oranżerii powietrze wysysa powoli siły i zbija z nóg.

B
Od godziny wiszę w hamaku. Dżungla. W ciemności idealnej widzę doskonałe nic. Nagle słyszę szelest. Cichy, ale długi, jednostajny. I co najgorsze – bliski. No ki diabeł?! Teraz bestia ociera się o drzewo. Rano dostrzegam, że nie dalej niż trzy metry ode mnie śpi spokojnie czterometrowa anakonda…

C
Ciało wiotczeje, coraz wolniej krąży zgęstniała krew, zmuszając serce do zwiększonego wysiłku. Na pustyni organizm traci wodę szybko. Wykrzesuję z siebie resztki sił, by dotrzeć do oazy. I zamieram. W studni pływa rozdęty trup kozy. Picie takiej wody oznacza zgon w potwornych męczarniach.

Dodaj komentarz