24 listopada ukazało się trzecie wydanie książki Bogimiła Lufta Rumun goni za happy endem

 

Okładka książki Rumun goni za happy endem

 

W Republice Mołdawii happy end jest kobietą i nazywa się Maia Sandu. Bo happy end jednak czasem się zdarza, choćby tymczasowo. A to co wydarzyło się niespodzianie w tym kraju u schyłku drugiej dekady XXI wieku jest tak bardzo happy, że trudno nie zamarzyć o tym, by był to end.

Niespełna 49-letnia Maia Sandu została wybrana w wyborach powszechnych na prezydenta Mołdawii późną jesienią 2020 roku. Nie wygląda na swój wiek, nawet stosunkowo młody jak na głowę państwa. Drobna i ładna młoda kobieta, z nieśmiałym, łagodnym uśmiechem jest jak symbol Mołdawii - małej i skromnej. Ale pozory mylą. Maia Sandu stała się w skali swojego kraju polityczną potęgą, która odsunęła od władzy samców alfa rujnujących mołdawską politykę i gospodarkę przez trzy dziesięciolecia.

Sprawczynią tego cudu jest w dużej mierze ona sama, bo trudno o kogoś lepiej przygotowanego do pełnienia dziś ciężkiej misji prezydenta mołdawskiej republiki. Urodzona na zabitej prowincji opuściła rodzinną wieś Risipeni w latach gdy upadał Związek Sowiecki i rodziła się mołdawska niepodległość. Studiowała w Kiszyniowie zarządzanie i stosunki międzynarodowe. Później, w 2010 roku ukończyła nie byle uczelnię - John F. Kennedy School of Government na Harvardzie. Wcześniej jeszcze, w bardzo młodym wieku pracowała na średnich stanowiskach kierowniczych w Ministerstwie Gospodarki oraz w Biurze Banku Światowego w Kiszyniowie, a później - w latach 2010-2012 - była doradcą dyrektora zarządzającego Banku Światowego w Waszyngtonie. I wtedy - w 2012 roku – zrobiła coś niezwykłego. Gdy najlepsi – jak ona - młodzi Mołdawianie masowo uciekali z przeklętej ojczyzny, w której nie widzieli dla siebie szans, których szukali na Zachodzie, ona porzuciła karierę za oceanem i wróciła z Waszyngtonu do Kiszyniowa. W kraju rządziła wtedy koalicja prozachodnia i Maja została na trzy lata ministrem edukacji w jej rządzie. Jednak coraz bardziej skorumpowana koalicja traciła na wiarygodności. W 2015 roku Maia Sandu przeszła do opozycji i rozpoczęła długi marsz, który doprowadził ją po pięciu latach do prezydentury. Jest singielką i służba publiczna jest jedyną treścią jej życia.

Na kilkuletnich rządach prozachodniego Sojuszu na rzecz Integracji Europejskiej – który w 2009 roku odsunął od władzy rządzących przez osiem lat prorosyjskich komunistów – położyła się cieniem rywalizacja dwóch oligarchów. Obaj starali się podporządkować sobie instytucje państwowe metodami mafijnymi, niezbyt zgodnymi z duchem demokracji zachodniej. Ale polityczny przywódca koalicji, premier Vlad Filat – posiadacz zawrotnej w biednej Mołdawii fortuny szacowanej na setki milionów dolarów - był od początku na pozycji straconej. Jego rywal Vlad Plahotniuk – postać do dziś nieco tajemnicza – był znacznie bardziej bezwzględny i cyniczny, a przede wszystkim jego majątek szacowano na bliżej nieokreślone parę miliardów. Dotąd trwają dociekania jak je zdobył. Głoszona przez niego oficjalna wersja głosi, ze dzięki przedsiębiorczości, która wykazał się na różnych polach, w tym w dziedzinie tak niewinnej jak eksport mołdawskiego wina do Rosji. Dociekliwi dziennikarze śledczy dopatrzyli się jednak w jego przedsiębiorczych działaniach takich wątków jak handel żywym towarem lub przejmowanie za bezcen przedsiębiorstw państwowych. Faktem raczej bezspornym jest jego bliska współpraca przed 2009 rokiem z rządzącymi komunistami, którzy wiele mu pomogli, za co płacił wsparciem finansowym ich politycznej działalności.

 

 

Na wszelki wypadek Vlad Plahotniuk unikał jak ognia wszelkich mediów. O jego przedsięwzięciach gospodarczych, a nawet życiu prywatnym opinia publiczna wiedziała stosunkowo mało - rzadko kto wiedział nawet jak wygląda. Swój wizerunek zaczął udostępniać dopiero po 2009 roku, gdy nagle wypłynął na powierzchnię jako prozachodni patriota i zaangażował się politycznie. I to jednak czynił ostrożnie, pozostając nieco w cieniu. Został wiceprzewodniczącym Demokratycznej Partii Mołdawii i wiceprzewodniczącym parlamentu. Zorganizował wtedy spotkanie przy krewetkach i ośmiorniczkach z akredytowanymi w Kiszyniowie ambasadorami, podczas którego tłumaczył, że zdobywszy już wystarczający majątek, chce się poświęcić służbie dla dobra kraju. Po tym spotkaniu powiedziałem mu na pożegnanie nic nie znaczące dyplomatyczne zdanie: „Chyba rozumiem o co Panu chodzi”. Ku memu zaskoczeniu potraktował moją wypowiedź poważnie i rzucił mi krótkie spojrzenie z wyrazem twarzy zdradzającym dziwny niepokój.

Swym osobistym niepokojem co do osoby Plahotniuka dzielił się ze mną kilkakrotnie w zawoalowanych słowach premier Vlad Filat, który nigdy nie był zbyt wylewny w rozmowach z ambasadorami i zawsze wydawał się nieco spięty. Uważałem, że przesadza i niesłusznie skupia się na walce z rywalem, zamiast reformować kraj. Ale Filat bał się Plahotniuka nie tylko osobiście. I słusznie.

W marcu 2013 roku Plahotniuk doprowadził do dymisji Filata ze stanowiska premiera. W październiku 2015 roku - do pozbawienia go poselskiego immunitetu i spektakularnego aresztowania na sali obrad parlamentu pod zarzutami korupcji. Na ile zarzuty te były przynajmniej częściowo prawdziwe (co też nie jest wykluczone), a na ile wypichcone przez dyspozycyjnych prokuratorów – trudno dociec, bo w tym czasie Plahotniuk kontrolował już cały mołdawski wymiar sprawiedliwości. Faktem jest, że Filat wylądował w więzieniu z wyrokiem 9 lat odsiadki.

Krajobraz po bitwie między oligarchami okazał się katastrofalny. Po 2015 roku pozbawiony już wszelkich hamulców, choć w przeszłości znacznie bardziej winny korupcji Vlad Plahotniuk zbudował system mafijny, którym wciąż skutecznie rządził „z tylnego siedzenia”. Grupa jego najbliższych współpracowników i członków szeroko pojętej „rodziny” (w tym premier Pavel Filip i przewodniczący parlamentu Adrian Candu) objęła najważniejsze stanowiska w polityce i biznesie. Pod jego kontrolą znalazły się banki i przepływy finansowe państwa, a także sądownictwo i prokuratura. Łapówki pieniężne i gwarancje bezkarności korumpowały urzędników państwowych i przedsiębiorców. Branża reklamowa wpadła całkowicie w jego ręce, a nad mediami zapanował niemal w stu procentach. Dość powiedzieć, że cztery spośród pięciu stacji telewizyjnych o zasięgu ogólnokrajowym stały się jego własnością. Wszystkie partie polityczne, niezależnie od orientacji, mniej lub bardziej wspierał swoimi pieniędzmi. Stał się właścicielem swojego kraju w stopniu chyba nienotowanym w dzisiejszym świecie. Trudno się dziwić, że Unia Europejska utraciła wiarę w aspiracje Mołdawii do integracji europejskiej i radykalnie ograniczyła finansowe wsparcie dla Kiszyniowa.

W tej sytuacji obywatele okazali się niewdzięczni. Według wiarygodnych badań zaledwie parę procent ludności wyrażało wobec Plahotniuka zaufanie, a 95 procent nieufność. W Mołdawii powstał oddolnie masowy ruch opozycyjny, prozachodni i zdecydowanie przeciwny rządom oligarchy, na którego czele stanęła Maia Sandu. Ruch ten doczekał się aktywnego wsparcia ze strony elektoratu mołdawskich emigrantów pracujących na Zachodzie. Pod nazwą ACUM (pol. TERAZ) zdobył aż jedną czwartą głosów w wyborach parlamentarnych, w końcu lutego 2019 roku. Nieco tylko większe poparcie odnotowała partia Plahotniuka, a ugrupowanie prorosyjskiego prezydenta Igora Dodona niewiele większe od każdego z poprzednich, poniżej jednej trzeciej głosów. Zasadnicza część mołdawskiego elektoratu podzieliła się na trzy części porównywalnej wielkości. Był to wyborczy pat, po którym sytuacja polityczna w Mołdawii nabrała nieoczekiwanie dramatyzmu. Po trzech miesiącach bezowocnych prób powołania nowego rządu, 8 czerwca 2019 roku zadziwiającą koalicję zawarła prorosyjska Partia Socjalistów Igora Dodona z prozachodnim blokiem ACUM. Na czele rządu zdominowanego personalnie przez ACUM stanęła Maia Sandu.

Odpowiedź Plahotniuka była równie zadziwiająca. Kontrolowany przez niego rząd odmówił oddania władzy i zwiózł do stolicy tłumy pracowników budżetówki mających go bronić. W Kiszyniowie zapanowała dwuwładza i w następnych dniach trwało przeciąganie liny. Dostępu do kancelarii premiera i budynków ministerstw broniła policja oraz ludzie zwiezieni z całego kraju, koczujący w namiotach i nie umiejący wyjaśnić reporterom telewizji dlaczego to robią. Z drugiej strony kolejne władze lokalne deklarowały lojalność wobec rządu Mai Sandu. Podobne deklaracje składały różne organizacje społeczne, kluby sportowe, a nawet poszczególne posterunki policji.

Wreszcie 14 czerwca wieczorem premier Filip podał swój rząd do dymisji. Parę godzi potem z lotniska w Kiszyniowie miało odlecieć kilka prywatnych odrzutowców. Nie wiadomo czy Vlad Plahotniuc był na pokładzie jednego z nich. Inne hipotezy głoszą, że opuścił kraj droga lądową, przez Naddniestrze. Biuro prasowe jego partii poinformowało, że udał się za granicę w celu odwiedzenia dzieci mieszkających w Szwajcarii, gdzie ma luksusową willę nad Jeziorem Genewskim. Potem ustalono, że przebywa w USA, ale we wrześniu 2021 roku był widziany w Stambule. Być może za prezudentury Bidena grunt zaczął mu się palić pod nogami nawet w Stanach.

Jednak wszystko wskazuje na to, że Plahotniuka obaliła „ulica i zagranica” i że powstanie rządu Mai Sandu nastąpiło pod wspólną i uzgodnioną kuratelą Rosji oraz Stanów Zjednoczonych, których ambasador był ostatnim rozmówcą oligarchy przed jego ucieczką ze stolicy. USA i Rosja natychmiast uznały nowe władze w Kiszyniowie, odbierając Plahotniukowi jakiekolwiek szanse na skuteczne stawienie oporu. Poszukując powodów tego stanu rzeczy jesteśmy zdani na domysły. Być może po usunięciu niewygodnego pod każdym względem oszalałego oligarchy, na którego nikt nie mógł liczyć, każda ze stron – ta wschodnia i ta zachodnia – liczyła na zwycięstwo w następnym wyborczym rozdaniu bliskiej sobie opcji: ta pierwsza prorosyjskich socjalistów Igora Dodona, a ta druga prozachodniego ruchu Mai Sandu.

Jeśli tak, to o dziwo przeliczyła się strona wschodnia. Wprawdzie prorosyjscy socjaliści usunęli już po kilku miesiącach Maię Sandu ze stanowiska premiera, ale Mołdawianie po kilku kolejnych miesiącach, 15 listopada 2020 roku, powierzyli jej w wyborach powszechnych funkcję Prezydenta Republiki, którą objęła 24 grudnia, po pokonaniu w drugiej turze wyborczej prorosyjskiego prezydenta Dodona. Ostateczny (choć wciąż tymczasowy) happy end nadszedł po kilku następnych miesiącach, 11 lipca 2021 roku, gdy w wymuszonych przez Sandu przedterminowych wyborach parlamentarnych jej partia zdobyła 53% głosów i 63 mandaty w 101-osobowym parlamencie. Republika Mołdawii znów stanęła przed szansą wyjścia z postsowieckiego bagienka.