Opowiadając o polskich powstaniach narodowych, przede wszystkim mówimy o ich celach i skutkach, największych bitwach, naczelnikach i dowódcach czy bohaterach poszczególnych bitew. Przytaczamy takie nazwiska jak: Tadeusz Kościuszko, Piotr Wysocki, Ludwik Mierosławski, Marian Langiewicz, Romuald Traugutt, Stanisław Taczak, Alfons Zgrzebniok, Antoni Chruściel czy Tadeusz Komorowski. Zapominamy natomiast prawie zupełnie o udziale kobiet. Tymczasem to one, jak napisał Franz von Erlach, były prawdziwą duszą powstania.
Dlaczego tak się stało? Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy m.in. w słowach Mikołaja Berga: Ludność męska w Polsce może się w danej chwili cofnąć, ustąpić […], może po prostu znużyć się walką i wpaść w odrętwienie […], ludność jednak żeńska nigdy się nie zmienia […]. Kobieta polska jest wiecznym, nieubłaganym i niewyleczonym spiskowcem.
O udziale kobiet w powstaniu ludowym Masława w XI wieku pisał już w Kronice polskiej Gall Anonim. Następnie panie wspierały wojsko polskie jako rycerki i samarytanki m.in. podczas potopu szwedzkiego. Przedstawicielki płci pięknej brały aktywny udział w walce o odzyskanie niepodległości i ustanowienie granic II RP, uczestnicząc w powstaniach: kościuszkowskim, listopadowym, styczniowym, wielkopolskim, I, II i III śląskim, a także warszawskim.
Pełniły role sanitariuszek, łączniczek, wywiadowczyń, lekarek, kucharek, organizowały transport, zaplecze, punkty medyczne, zbierały fundusze dla dozbrojenia walczących oddziałów, przenosiły broń i ulotki. Brały również bezpośredni udział w walce z wrogiem, nierzadko w męskim przebraniu. Niejednokrotnie, narażając własne życie, ukrywały we własnych domach rannych powstańców.
Dlatego warto przypomnieć choćby kilka spośród tysięcy bohaterskich kobiet. Zaliczały się do nich m.in.: Helena Kurdanówna, Joanna Żubrowa, Emilia Plater, Zofia Kuderska, Henryka Pustowójtówna, Maria Piotrowicz, Pelagia Zgliszczyńska, Izabela Drwęska, Maria Kujawska, Matylda Zang, Teresa Dzida, Maria Wittek, Hanna Łukaszewiczowa, Zofia Franio czy sanitariuszki i łączniczki takich batalionów harcerskich jak „Zośka” czy „Parasol”.
Bo jak napisała poetka i uczestniczka Powstania Warszawskiego – Krystyna Krahelska:
My musimy być mocne i jasne. Nam nie wolno płakać i nie wierzyć.
Boby ciężej im było – daleko – naszym chłopcom,
Naszym żołnierzom.